Dni Skupienia Architektów

"Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą. Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże, strażnik czuwa daremnie. Daremnym jest dla was wstawać przed świtem, wysiadywać do późna - dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko; tyle daje On i we śnie tym, których miłuje."

Ps 127

Galeria zdjęć

Ks. dr Lucjan Bielas o świętych obcowaniu...

W Kościele Łacińskim dzień Wszystkich Świętych to uroczystość ku czci tych, którzy osiągnęli stan zbawienia, czyli trwają w pełnym zjednoczeniu z Panem Bogiem. To jest konkret, definicja. W nauce Kościoła jest to wyraz z jednej strony wiary w obcowanie świętych, czyli takie powszechne powołanie do świętości. Oczywiście to przekonanie o życiu pozagrobowym jest czymś powszechnym w dziejach ludzkości. Nie mamy cienia wątpliwości. Myślę, że to rzecz ważna, żeby o tym pamiętać. Gdziekolwiek byśmy na ten temat nie popatrzyli, istnieje takie przekonanie. Już starożytni czcili herosów. Rozmawiałem ze znajomą Chinką, która mówiła: „Wprawdzie moi rodzice nie wierzą w Pana Boga, ale są głęboko przekonani, że to, że mogli urodzić i wychować w Chinach trójkę dzieci, jest zasługą zmarłego dziadka”. To pokazuje, jak głęboko siedzi w nas to przekonanie o obcowaniu świętych. Dziadek uchodził za kogoś świętego. Tego nawet Mao Zedong nie był w stanie wyrwać. Prosta sprawa.


Przez całe dzieło odkupienia Jezusa Chrystusa cała przestrzeń między niebem, a ziemią, nasze życie nabrało bardzo głębokiego, nowego sensu, który dopełnia to powszechne przekonanie o świętych obcowaniu. Jest to wezwanie do świętości. To, że żyjąc tu zgodnie z przykazaniami bożymi, a w wypadku katolików zgodnie z nauką Kościoła, korzystam z tego dzieła odkupienia. Przechodzę w inną rzeczywistość, a istotą tego jest miłość. Kiedyś grupka młodych zapytała mnie, co rozumiem pod pojęciem świętości. Mówię: miłość. Kto nie miłuje, nie zna Boga. Ona jest kluczem i przekłada się na zachowanie jego przykazań. Dzień Wszystkich Świętych jest zatem uświadomieniem sobie tego, że droga miłości, to droga do wieczności. Tej szczęśliwej. Tego, że tam będziemy kochani i będziemy kochać w sposób absolutnie pełny.

W Kościele Wschodnim od początku IV w. pojawiły się święta ku czci zmarłych, jako Dzień Pański Wszystkich Świętych, które obchodzone były w pierwszą niedzielę po święcie Zesłania Ducha Świętego. Była to taka „przygrywka” do obecnego święta Wszystkich Świętych. Wiązało się to oczywiście z Eucharystią, ponieważ to Eucharystia odgrywa nadrzędna rolę. I istotą tego dnia jest msza św. Ponieważ kiedy jesteśmy w stanie łaski uświęcającej, ucztujemy przy tym samym stole, co Chrystus i wszyscy święci. To daje zupełnie inne pojęcie śmierci. W takim wypadku nie ma u mnie lęku, ale też zupełnie inaczej patrzę na rzeczywistość tu i teraz. Nie boję się jej. Proszę zauważyć, że samurajowie dlatego byli odważni, że ignorowali śmierć. Jeżeli nie ignorujesz śmierci, nie jesteś skuteczny w życiu. To ma biznesowe przełożenie. Jeśli traktuję śmierć, jako przejście w inną rzeczywistość, to moje życie przeżywam dobrze. I właśnie ten wątek, znaczenie Eucharystii jest tak istotny w postrzeganiu tego święta.

Jakie to ma znaczenie dzisiaj? W świecie, który się zupełnie pogubił w sprawach wartości? Pamiętajmy, że po procesie norymberskim wygenerowano nowe pojęcie: zbrodni przeciwko ludzkości. Już nie przeciwko Bogu. Zeszliśmy na niższy poziom. Najwyższym prawem są prawa człowieka, a nie prawo boże. Dzisiaj to święto krzyczy: „Naszym celem nie jest tylko być ekstra, jako człowiek, a być świętym!” Z tego, co widzę, coraz więcej młodych ludzi dzisiaj mówi, że chce czegoś więcej. Razem z Panem Bogiem tworzyć swoją rzeczywistość, żeby w nim znaleźć swój finał. Cieszy mnie to, że coraz więcej młodych ma takie nastawienie, bardzo klarowne. Patrzy dalej, niż tylko na prawa człowieka i to, co ludzkie. Człowiek wyszedł od Boga i do Boga zmierza.

Żeby natomiast wyjaśnić istotę dnia zadusznego, posłużę się zupełnie wyjątkowym, bo niepublikowanym dotąd tekstem do proboszczów bpa Jana Puzyny z 1897, znalezionym niedawno w Archiwum Kolegiaty św. Anny w Krakowie:

„Od pewnego czasu wtargnął do nas z zagranicy zwyczaj zdobienia grobów wieńcami w dzień Zaduszny, zwyczaj propagowany przez antyreligijne prądy wieku, które to pamięć o zmarłych w duchu chrześcijańskim pojętą, pragną zastąpić jakąś pogańską apoteozą. Wieńce te nie przynoszą ani zmarłym, ani żyjącym żadnej korzyści, a pochłaniają wiele pieniędzy, tem więcej, że próżność ludzka, ma tu także pole do popisu. Czyż nie godniej i korzystniej byłoby rozdać te pieniądze między ubogich za pośrednictwem Towarzystw Dobroczynnych, a cześć i miłość ku zmarłym okazać modlitwą i ofiarą Mszy św.”

Not. DL